Tegoroczna edycja Dni Miasta Łańcuta odbyła się w dniach 13, 14, 15 czerwca pod honorowym patronatem Burmistrza Miasta Stanisława Gwizdaka. Głównym organizatorem imprezy był Miejski Dom Kultury.
Na takie dni każdy mieszkaniec Łańcuta czeka z niecierpliwością, ponieważ wtedy jego miejsce zamieszkania zamienia się w całkiem inną przestrzeń. Tam, gdzie zazwyczaj jeżdżą samochody, nie ma ani jednego pojazdu. Ruch drogowy w centrum miasta jest zmieniony. Na środku rynku znajduje się scena, a wokół niej miejsca przeznaczone do biesiady.
W piątek w godzinach popołudniowych na rynku miasta wystąpiła grupa „Arka Noego”. Najmłodsi byli bardzo zadowoleni z koncertu swoich rówieśników. W sobotni wieczór przed łańcucką publicznością wystąpił Szymon Wydra & Carpe Diem. Główną atrakcją w ostatni dzień imprezy był koncert Opery Lwowskiej „Świat Musicali i Operetki”.
A tak opisała Łańcucki koncert Szymona Wydry & Carpe Diem jedna z fanek:
Kilka słów należy się temu wydarzeniu, bo jest co wspominać.
"Warto było tak szybko opuścić Kraków, by w szalonym tempie przenieść się jeszcze trochę na wschód i na własne oczy i uszy przekonać się, że Karpie są w świetnej formie. Tłum na rynku tylko wzmógł mój apetyt na koncert, nikt chyba nie miał wątpliwości, że to będzie wyjątkowa noc. Gorące przyjęcie spowodowało, że i scena zapłonęła, nie można było ustać w miejscu, kiedy zabrzmiały dźwięki "Pozwól mi lepszym być", "Mojej modlitwy" czy "Teraz wiem" , zaś nowe hity, "Całe życie grasz" czy "Jak ja jej to powiem" oderwały nas od ziemi. Chwila odpoczynku i refleksji na akustycznym secie, niekończące się bisy... Na scenie cuda i dziwy, w których przodował Hektor, nie zapominając przy tym o rewelacyjnych solówkach. Tańce, śpiewy, zjadanie mikrofonu, zejścia do parteru - choreografia w wydaniu Zbyszka była imponująca, choć nie gorzej radzili sobie też inni panowie. Piotrek zdobył serca damskiej części widowni swoją twórczością poetycką, Karol prawie uciekł ze sceny, a Jarek może spożytkować drugą rękę w jakimś innym celu, bo na perkusji świetnie radzi sobie jedną
Podziękowania od publiczności były chyba najlepszym dowodem na to, że Karpie podbili Łańcut.
I ja tam byłam, szczęśliwa z każdego przejechanego kilometra, bo nic nie jest w stanie zastąpić dźwięków muzyki na żywo, żadne fajerwerki nie mogą równać się z tymi, które wybuchają w sercu, kiedy można na chwilę przenieść się w bezczas, chwycić tę chwilę, na której buduje się całe godziny, dni, tygodnie, miesiące czasami. Dlatego dziękuję Wam za tą kolejną muzyczną ucztę"
I co tu więcej dodawać…